Kocięta dorastały jak małe istotki z opowieści – każdego dnia odważniejsze, sprytniejsze i coraz bardziej ciekawskie. Zniknęła już nieporadność pierwszych tygodni, a na jej miejscu pojawiła się prawdziwa banda małych odkrywców, gotowych podbijać świat krok po kroku… a raczej łapka po łapce.
Wenus, pełna ognistego temperamentu, miała swoją codzienną misję: stoczyć bitwę ze szczotką. Ten kudłaty przeciwnik pojawiał się znienacka, jakby specjalnie chciał ją zaczepić. Wenus ruszała do ataku z błyskiem w oku, a gdy szczotka wreszcie poddawała się jej łapkom, wyglądała na wyjątkowo zadowoloną z dobrze wykonanego zadania.
Tymczasem reszta maluchów odkryła, że świat nie kończy się na granicy przedszkola. Za tą tajemniczą linią czekał cały pokój pełen sekretów. W jednej chwili robiło się tam gwarno – futerka przemykały jak kolorowe strzały, łapki stukały o podłogę niczym deszczyk, a w powietrzu unosiła się atmosfera nowej przygody.
Największą tajemnicą były jednak… drzwi. Zwyczajne dla ludzi, lecz dla kociąt były jak magiczne wrota do nieznanego. Każdego dnia stawały przed nimi w pełnej gotowości, pomrukując cichutko i zastanawiając się, kto tym razem odważy się zrobić pierwszy krok.
Rhapsody, ich mądra i dostojna mama, starała się utrzymać porządek w tej małej krainie odkrywców. Czasem po prostu kładła się w przejściu, tworząc żywą barierę. Zazwyczaj działało to świetnie… ale nie na Woldemorda.
Woldemord, urodzony mistrz wymykania się, nie znał słowa „niemożliwe”. Jednym zgrabnym skokiem pokonywał ogrodzenie oddzielające drzwi od pokoju i lądował po drugiej stronie z miną zwycięzcy. Tym razem jednak stanął jak wryty. Drzwi były zamknięte.
A jego zdumiona mina wyglądała tak, jakby właśnie odkrył, że magia też ma swoje ograniczenia.
I tak każdego dnia w Dolcegattinie toczy się mała, ciepła bajka – o odwadze, ciekawości i kociej magii, która sprawia, że nawet zwykły pokój potrafi stać się światem pełnym wielkich przygód.

Joanna z Dolcegattina 🐾