Pierwsze dni po porodzie są ciche.
Dom jakby oddychał wolniej.
Więcej nasłuchiwania niż mówienia.
To czas, w którym robię zdjęcia – ale nie po to, by coś pokazać.
Raczej po to, by widzieć uważniej.
Zmiany są wtedy bardzo subtelne, a każdy dzień potrafi wyglądać inaczej niż poprzedni.

Pierwsze dni, a szczególnie pierwsze 10 dni, to moment największej uważności. Właśnie wtedy wychodzą rzeczy, których nie da się przewidzieć wcześniej. To bywa trudne emocjonalnie, bo świadomość, że nie na wszystko ma się wpływ, jest jednym z najcięższych elementów tej drogi.

Mioty, które się rodzą, często są liczne. To ogromny wysiłek dla kotki. Nawet najlepsza mama ma swoje granice. Czasem potrzebuje wsparcia — wtedy pojawia się dokarmianie. Spokojne, cierpliwe, w rytmie, który na początku potrafi oznaczać karmienie co dwie godziny, także w nocy.
Bywa też tak, że kotka z powodu zdrowia nie jest w stanie zająć się dziećmi tak, jak by chciała. Rzadko, ale zdarza się również, że nie odnajduje się w roli mamy. Wtedy to ja przejmuję opiekę — karmienie, ogrzewanie, delikatne masowanie brzuszków. To momenty bardzo wymagające, fizycznie i psychicznie.

Nie ma w tym etapie spektakularnych momentów.
Jest zmęczenie.
Jest cisza.
Jest ogromna koncentracja na drobiazgach.
To czas, który nie zawsze widać na zdjęciach, ale który buduje wszystko, co przychodzi później – zdrowie, stabilność i zaufanie kociąt do świata.
Wszystko zaczyna się wcześniej, niż pojawiają się kocięta – od spokoju, obserwacji i dania naturze czasu.
Treści publikowane w tym miejscu są wynikiem moich obserwacji, doświadczenia hodowlanego oraz codziennej pracy z kotami. Nie stanowią porady weterynaryjnej ani nie zastępują konsultacji z lekarzem weterynarii lub behawiorystą zwierzęcym.
Każdy kot jest inny, dlatego w przypadku wątpliwości, niepokojących objawów lub zmiany zachowania zawsze warto skonsultować się ze specjalistą — lekarzem weterynarii lub behawiorystą.
Joanna Dolcegattina 🐾