Rozwój kociąt ma swój rytm.
Nie da się go przyspieszyć bez konsekwencji, nawet jeśli z zewnątrz wszystko wygląda „dobrze”.

Pierwsze tygodnie życia to czas, w którym każdy etap pojawia się po coś i w odpowiednim momencie. Otwieranie oczu, pierwsze kroki, zainteresowanie otoczeniem, próby jedzenia – wszystko to układa się w naturalną kolejność, której nie warto zakłócać.
Kocięta uczą się świata przede wszystkim przez obserwację i doświadczenie, a nie przez stymulację. Patrzą na matkę, na rodzeństwo, reagują na bodźce wtedy, gdy ich układ nerwowy jest na to gotowy. Zbyt wczesne „zachęcanie” do aktywności, kontaktu czy samodzielności może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Często pojawia się pokusa, by coś przyspieszyć.
Żeby szybciej zaczęły jeść.
Żeby wcześniej chodziły.
Żeby szybciej „były gotowe”.

Tymczasem rozwój kociąt nie polega na osiąganiu kolejnych etapów jak punktów na liście. Polega na dojrzewaniu, które nie zawsze jest widoczne gołym okiem. Układ odpornościowy, trawienny i nerwowy potrzebują czasu – i nie da się tego czasu skrócić.
Rolą kotki jest regulowanie tempa. To ona decyduje, kiedy kocięta mogą się oddalić, kiedy kończy karmienie, kiedy wprowadza dystans. Te granice nie są przypadkowe – przygotowują młode do samodzielności w sposób bezpieczny i stopniowy.

Rolą hodowcy jest obserwacja.
Zapewnienie spokoju.
Nierobienie „więcej”, gdy nie ma takiej potrzeby.
Kocię, które rozwija się we własnym tempie, zyskuje stabilność, pewność i lepszą zdolność adaptacji w przyszłości. Przyspieszanie etapów często odbiera mu tę równowagę, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się nieszkodliwe.
Czas w rozwoju kociąt nie jest przeszkodą.
Jest fundamentem.
Wszystko zaczyna się wcześniej, niż pojawiają się kocięta – od spokoju, obserwacji i dania naturze czasu.
Joanna Dolcegattina 🐾
Zatrzymaj się na chwilę. Zostaw parę słów, będzie nam miło.